Art as information
Art & Language

Art as information

May 12, 2016
Art as information

It is amazing that we have no influence over the language that resides inside us. This is so because we do not select a language, it selects us as its carriers. We are born into it and live with it in mental symbiosis. It is a bridge, a medium that materializes ephemeral thoughts into sounds. We produce words, and then sentences. Thanks to them we can describe the world and give names to its elements. Also, language allows us to create new words and infinitely long sentences (see Project Recursion). However, we can move freely only within its grammatical rules and lexical principles. We live in a golden cage on the border of inner and outer speech, intra- and extra-linguistic reality (see Inner speech and tacit knowledge).

One day in a Poznan gallery I saw an exhibition that I could not understand. It was so hopeless that no one could make me describe it; still, it had to be commented on. The curator eagerly began to deliver a monologue and word after word he wrote in the air a story about nonsense. I listened to him almost to the end. Finally, exasperated, I left the place and after a moment I joyfully breathed in the air in the blessed silence of the old courtyard.

The word. We describe, specify, and complete everything. I am under the impression that the picture, understood here as a material product, is merely an excuse for a monologue about ourselves. Did they not teach us – students of painting – that a picture should defend itself? Or maybe that was then, and now is now? Well, it seems that everything is governed by the word. Curiosity, admiration, fear, and boredom. We automatically and unconditionally give names to emotions that are provoked in us by a picture.

Art begins with void – the empty abyss of white emanating from paper or canvas. But void ends with the emergence of awareness, and thus thought – silent naming. So, the word is a huge creative force because it is an absolute meta-component of a picture. Hence my belief that art does not exist without language, and not just artistic language, but also spoken and conceived.

Words are like people: they are born, during their lives their change their shapes and meanings – they evolve, and finally they die. Some words are gaining in importance, others are loosing it. And when you are pictures born? With the first thought or the last stroke of the brush? Since we never cease to think, a picture may be not so much a vessel of a finished and confirmed thought, but rather a never-ending process, exploration, prediction, and testing of the relationships between thoughts and objects seemingly unrelated to each other. Sentences of a language may have different character: they can be statements, questions, exclamations, or orders, but a single sentence can have only one grammatical mood, which automatically precludes the others. The grammar of the painting seems to allow the coexistence of all four moods within the visual language. However, describing a picture with a single grammatical sentence is not as easy. I think we need to use at least four sentences, one for each mood and in any order, depending on how emotional the response is.

text in Polish
Sztuka jako informacja

Zadziwiające, że nie mamy żadnego wpływu na język, który nas zamieszkuje. Dzieje się tak, ponieważ to nie my, ale język wybiera nas na swoich nosicieli. Rodzimy się w nim i żyjemy z nim w myślowej symbiozie. Jest pomostem, medium, które materializuje efemeryczne myśli w dźwięki. Produkujemy słowa, dalej zdania. Dzięki nim potrafimy opisać świat i umiemy nazywać jego elementy. Co więcej język pozwala nam tworzyć nowe słowa i nieskończenie długie zdania (patrz Projekt Rekurencja). Poruszamy się jednak wolni tylko w obrębie jego reguł (gramatycznych) i zasad (leksykalnych). Żyjemy w złotej klatce na pograniczu mowy wewnętrznej i zewnętrznej, rzeczywistości wewnątrz- i pozajęzykowej (patrz Mowa wewnętrzna i wiedza milcząca).

Pewnego razu w jednej z poznańskich galerii zobaczyłem wystawę, której nie potrafiłem zrozumieć. Była tak beznadziejna, że nikt nie namówiłby mnie na jej opisanie, tym niemniej potrzebowała komentarza. Pan kurator ochoczo zabrał się do wygłoszenia monologu i słowo za słowem pisał w powietrzu powieść o bezsensie. Wysłuchałem go prawie do końca. Ostatecznie zdenerwowany opuściłem to miejsce, by po chwili z radością i w błogosławionej ciszy wdychać powietrze na kamienicznym dziedzińcu.

Słowo. Wszystko opisujemy, dopowiadamy, uzupełniamy. Mam wrażenie, że obraz, rozumiany tutaj jako wytwór materialny, jest jedynie pretekstem do monologu o nas samych. Czy nie uczono nas – studentów malarstwa, że obraz powinien sam się bronić? A może tak było kiedyś, ale teraz już nie jest? No właśnie, zdaje się, że wszystkim rządzi słowo. Ciekawość, podziw, strach, nuda; automatycznie i bezwarunkowo nazywamy emocje, które prowokuje w nas obraz.

Sztuka zaczyna się od nicości – pustej otchłani bieli emanującej z papieru czy płótna. Ale nicość kończy się tam, gdzie pojawia się świadomość, a więc z myślą – cichym nazwaniem. Słowo ma więc ogromną moc sprawczą, ponieważ jest bezwzględnym meta-składnikiem obrazu. Stąd moje przekonanie, że sztuka nie istnieje bez języka, nie tylko tego plastycznego, ale również mówionego i pomyślanego.

Słowa są jak ludzie, rodzą się, a w ciągu swojego życia zmieniają swoje kształty i znaczenia – ewoluują i kiedyś umierają. Jedne zyskują na znaczeniu, inne na nim tracą. A kiedy rodzą się obrazy? Wraz z pierwszą myślą czy ostatnim ruchem pędzla? Ponieważ nigdy nie przestajemy myśleć, obraz może być zatem nie tyle naczyniem skończonej i upewnionej myśli, ile bardziej niekończącym się procesem, poszukiwaniem, przewidywaniem, badaniem relacji pomiędzy myślami, rzeczami pozornie ze sobą niezwiązanymi. Zdania w języku mogą mieć różny charakter: oznajmienia, pytania, wykrzyknienia czy rozkazu, ale jedno zdanie może posiadać tylko jeden tryb, który automatycznie wyklucza pozostałe. Malarska gramatyka zdaje się dopuszczać współistnienie wszystkich czterech trybów w obrębie języka obrazu. Ale opisać obraz jednym gramatycznym zdaniem nie jest już tak łatwo. Według mnie trzeba ich użyć co najmniej czterech, każdego w innym trybie i dowolnym porządku, zależnym od emocjonalności odbioru.

0

Follow Tomasz on

Comments (0)